Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_fetch_array() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 25

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45
Rajd sylwestrowy – 27.12.2007-01.01.2008 – 151 WDW "A co może pójść źle?"

Wrz 14

Rajd sylwestrowy – 27.12.2007-01.01.2008

Rajd sylwestrowy

27.12.2007-01.01.2008, Jaworzynka – Beskid śląski

Skład: Krzak, Drapak, Kasia, Kazik, Onufry, Emu, Wróbel, Grażyna, Zbyszek

Prolog

Na trzy tygodnie przed zaplanowanym wyjazdem Drapak z Dawidem obdzwaniali Szkoły podstawowe odpowiednio: na mazurach i w górach. Szczęśliwie te pierwsze nie były w ogóle zainteresowane. Niestety te drugie też nie do końca. Dopiero 10.12 znalazłem tę właściwą w Jaworzynce, posiadającą wszystkie możliwe zalety wszystkich pozostałych szkół, a eliminującą wszystkie wady. 🙂 Ma i salę gimnastyczną, i kuchnię, i prysznice, i świetlicę, i ogrzewanie, i w ogóle bajer. 🙂 Krzak biegał do hufca, chorągwi itp. celem ulegalnienia tego rajdu jak najbardziej.

27.12.2007 czwartek

Budzik nastawiony na 5.30, celem zdążenia na miejsce zbiórki patrolu ze Szczęśliwic i Rakowca – na przystanek tramwajowy na Dickensa na 6.25, okazał się zbędnym rarytasem. Obudziłem się o 5.20 i spać żem nie mógł… Wyszło na to, że podniesienie się z wyra było błędem, tak mi się wirowało w czaszce i brzuchu. Ze dwa razy decydowałem się na powrót do wyrka i dwa razy wstawałem z zamiarem jechania. Szczęśliwie po przepłukaniu wnętrza gorzką herbatą polepszyło się.

Spotkaliśmy się na dworcu centralnym w hali głównej. Tylko ja się nieco spóźniłem. Współtowarzysze, czyli Onufry, Kasia, Kazik, Krzak i Emu stwierdzili, że do twarzy mi w zielonym. Udało nam się bez problemów wbić do przedziału ekspresu do Wisły. Żałuję, że nie byłem w stanie spercepować tego fenomenu. 🙁 Trochę pomarudziłem, że Kasia sprytnie spakowała tabu na dno plecaka oraz że ja tu głoduję (z wiadomych powodów), a oni się opychają tofifi i makowcem. Podróż minęła bez większych problemów, no może poza faktem, że IC nie daje internetu. W Wiśle zostaliśmy podzieleni na patrole i tak: Kazik z Emu obczajali Msze, ja z Krzakiem ruszyliśmy po zaopatrzenie żywieniowe, a Onufry z Kasią obczaili PKS. Przez oczekiwania na fakturę ledwo zdążyliśmy na PKS, którym bez problemu dojechaliśmy do centrum Jaworzynki. Po krótkim spacerku doszliśmy do naszej szkoły, gdzie bardzo nas mile zaskoczono wszystkim, co było tak, jak sobie marzyliśmu. 🙂 Po rozpaku, Krzak rozpisywał nam karty druidów w systemie D&D. Następnie Kasia pomagała nam zrobić swoje szczęśliwe amulety z paskudnych produktów. W trakcie tej czynności odkryliśmy, że klej modelarski ładnie pachnie, a na niektórych działa bardzo rozweselająco. 🙂 Potem, jak nieco nam przeszło śmiechowe rozbrechtywanie Kazika, graliśmy w kosza i w siatkówkę, na mega wypasionej sali gimnastycznej (Emu, Kazik i ja wygraliśmy w siatkę z Onufrym i Krzakiem:-)). Później była przerwa na prysznic (który, poza niewielkimi kawałkami był wypasiony) i apel otwierający 🙂 [pierwszy i ostatni moment w którym było widać Drapaka w mundurze]. Wieczorem kolacja. W nocy najtrwalsi z nas oglądali „Ultimatum … III”. Ja wymiękłem koło 23.30. Wspomnę tu, że co noc o 00.30 był testowy dzwonek szkolny.

28.12.2007 piątek

Pobudka była planowana na godz. 8, niestety nieco się to nie udało i po budziku Krzaka i kilku szkolnych dzwonkach ekipa nadal nie dawała oznak życia, ja byłem twardy i próbowałem hałasować, ale Krzak szybko mnie zglanował i zaniechałem, skutkiem czego do 10.00 czytałem „Wiedźmina”. Po sparingu z Krzakiem stwierdziliśmy, że byliśmy na tyle skuteczni, że cała sala zaczęła wstawać :-). Po śniadaniu ruszyliśmy na szlak. Pierwsza wycieczka i Drapak jako przewodnik obkumał obsługę mapy i kompasu. 🙂 Byliśmy w punkcie, gdzie zbiegają się granice Polski, Czech i Słowacji, ale niestety nie odnaleźliśmy tam ukrytego geoche’a. Po powrocie, zmęczeni i nieco mokrzy machaliśmy planszówki „Space dealer” i „Magiczny miecz”. Kasia uczyła Emu grać na gitarze. Po obiedzie Emu w ramach swoich zajęć uczyła nasze tępe głowy jak zmusić nasze nogi do podskoków w tańcach irlandzkich. Później, korzystając z tego, że już jesteśmy na sali pyknęliśmy w sito i kosza. Nastepnie był ciąg dalszy zabawy: „Kazik ha ha”, podczas której wszyscy tarzali się po ziemi. Wieczorem zagraliśmy w tabu, ale niedługo, bo Kasia i Kazik chcieli spać. Nie oglądaliśmy filmu, bo Ci, co chcieli to robić, chcieli oglądać z materata, a tu z kolei chcieli spać inni, więc poszliśmy spać o 1.00.

29.12.2007 sobota

Po śniadaniu (pobudka o 8.00, wraz z pierwszym dzwonkiem) i partyjce tabu, wyruszyliśmy z Kasią w stronę Wielkiego Stożka. 🙂 Po drodze mijaliśmy spowite śnieżną pokrywą pola i zaśnieżone sosny, świerki i jodły, które dzięki wykładowi druha drużynowego nauczyliśmy się rozróżniać. Widoki były genialne – było widać Tatry. Gdyby nie zimny wiatr ciskający nam do oczu kurzawy białego puchu z drzew byłoby joł. 🙂 W drodze mijaliśmy miejscowych łowczych robiących polowanie. Odsapnęliśmy nieco w schronisku na Stożku, które w tym roku (jeszcze 2007) obchodzi swoje 85-lecie. Po powrocie zgarnęliśmy Wróbla, a raczej to on zgarnął nas do swojego busa z Wisły do Jaworzynki. 🙂 Po obiedzie i standardowych zajęciach sportowych urządziliśmy wielką kąpiel (każdy sobie, bez świństw :-)) i tabu. O 00.00 poszliśmy spać, znaczy wszyscy, poza mną, Emu, Krzakiem i Wróblem, którzy to oglądaliśmy do 3.00 „Przypadek Harolda Grejka”.

30.12.2007 niedziela

Straszliwa pobudka o 8.40, celem udanie się na Mszę Świętą do miejscowego kościółka oddalonego o kawał drogi (3 minuty spacerkiem). Niestety jak się okazało Msza o 9.00 jest odprawiana w innym kościele, więc stwierdziliśmy, że wrócimy tu później: o 11 lub 17. Onufry wpadł na błyskotliwy plan wkręcenia dziewczyn (muszę tu napomknąć, że do kościoła nie szły tylko Kasia i Emu). Po powrocie przestawiliśmy zegar w świetlicy na godzinę w przód (czyli pokazywał 10.00). Dziewczęta zaczęły się bardzo obawiać, jak to się stało, że one wstały zaraz po nas, a mają czas jakby wstały godzinę później. Oczywiście ich zegarki nie zostały przestawione, co sprawiło, że Kasia czuła sie jeszcze bardziej zagubiona. 🙂 Graliśmy w tabu i Jungle Speeda, czasem pykając w Magiczny miecz i zombiaki. Kasia zabrała za zdrowsze okazy (bo Kazik i Onufry kiepsko się czuli) na wycieczkę do granicy. Było fajnie. Strumienie pozamarzały tworząc niekiedy fantastyczne sople. 🙂 Po obiedzie (kolej Drapaka i Wróbla, ale Emu nam pomagała :-)), Krzak odpalił swoją grę negocjacyjną, która była super. 🙂 Potem, co zdrowsi (a tym razem Kasia i Kazik czuli się niepewnie) pykali w siatkówkę. 🙂 Wieczorem urządziłem sobie przepierkę, Kazik poszedł do kościoła na 17.00 (czasu wspólnego, bo wyjaśniliśmy dziewczynom, o co się rozchodziło :-)). W nocy „Monachium”, ale dźwięk nie działał, więc zmieniliśmy na „Monthy Python i święty Graal”, ale wymiękłem o 2.00 i Wróbel z Krzakiem oglądali sami. Należy tu napomknąć, że jakiś Kazik otworzył okno i było zimno.

31.12.2007 poniedziałek

Po brutalnej pobudce Onufrego udało nam się sporządzić i wszamać śniadanko. Później ekipa od imprezy sylwestrowej, czyli Kasia, Kazik i Emu zaczęła krzątać się po kuchni, a reszta ruszyła za Onufrym w stronę granicy. Na wycieczce oprócz planowanej umiejętności rozpalania ognisk w zimie, zdobyliśmy wiedzę o grzybkach, krótkopędach oraz czemu matematyka jest wina zagładzie wielu istnień ludzkich w Afganistanie i Kambodży. Po powrocie rozpoczęły się mega przygotowania do imprezy sylwestrowej. Były już zrobione zakupy. Zostaliśmy podzieleni na zespoły i tak: ja, Kazik i Krzak ustawialiśmy ławy w świetlico-stołówce, a później obieraliśmy i tarliśmy ziemniaki, Onufry i Wróbel piekli tiramisu, a reszta nadal ciężko pracowała w kuchni. Przyjechali Grażyna ze Zbyszkiem. Graliśmy w siatkówkę, kąpaliśmy się, graliśmy w zombiaki. Przed wieczerzą, wrzucaliśmy do kapelusza życzenia dla reszty ekipy. 🙂 Następnie celtyckie potrawy (placki i krążki ziemniaczane i celtycka sałatka) i desery (wypasione ciasta, pieczone przez Kasię, Emu, Onufrego i Wróbla i ciasteczka). Później siedliśmy do sesji RPG jako druidzi. Chodziło o to, że musieliśmy wykonać jakieś zadanie by zostać prawdziwymi druidami. 🙂 Generalnie chodziło o to, by zdobyć informację, gdzie mieszka mistrz druidów, znaleźć go i wykonać jego zadanie, czyli dojść do wsi, wybić 1/3 miejscowych cynów (w tym połowa niemowląt, no nic, tak wyszło:-)), a potem pomóc mu zrobić browar. Po wykonaniu zadania zdobyliśmy magiczne artefakty, któreśmy poszli odpalać na podwórzu 🙂 bo akurat była 00.00. 🙂 Poszliśmy spać o 2.30 (po tym, jak Onufry, Krzak i ja rozwaliliśmy ledwo ledwo Emu, Grażynę i Wróbla).

01.01.2008 wtorek

Zostaliśmy brutalnie obudzeni o 7.30 i zaprzęgnięci do ciężkiej pracy przy doprowadzaniu szkoły do bachorów z podstawówki. 🙂 O 8.40 przyszła pani dyrektor i wszystko jej ładnie zdaliśmy. Doszliśmy z buta do Istebnej (4 km pod górkę). W trakcie 40-minutowego oczekiwania na PKS zwiedziliśmy miejscowy kościółek z zapleczem (cmentarz) w grupach: Kasia, Kazik, Drapak i Onufry, Grażyna, Emu. Potem pojechaliśmy do Wisły-Głębce, gdzie po kilku nieudanych próbach udało nam się wsiąść do dobrego pociągu i w międzyczasie ekipą: Onufry, Krzak, Drapak, Wróbel zrobić zakupy w budzie koło tego wiaduktu, który mijaliśmy w trakcie sobotniej wyprawy. 🙂 W pociągu najpierw było pusto, a potem zwalił się tłum. Jechaliśmy około 7 godzin, w trakcie których głównie spaliśmy, ale też: graliśmy w tabu, jedliśmy dżem, pasztet, orzeszki ziemne, piliśmy i wylewaliśmy herbatę i sikacze (czerwona semi-helenka i żółty rozcieńczony jabłkowy :-)), nabijaliśmy się z „pana z Białegostoku” i z „Kazika ha ha” i było joł, ale długo…

Epilog

I tak oto skończył się poranek i wieczór dnia szóstego. Rajd się skończył, a my wesoło wkroczyliśmy w kolejny, oby lepszy, rok 2008.

Drapak czuje, że się nieco przejadł, a w domu zastał posylwestrowy wystrój i Marychę w sukni balowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.