Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_fetch_array() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 25

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45
Obóz Bałkany – 2007 – 151 WDW "A co może pójść źle?"

Wrz 14

Obóz Bałkany – 2007

29?

Który dziś? Nie wiem. Jest już późny wieczór i pożegnaliśmy ostatnią grupę wracającą do Polski. Sprawdzamy jeszcze namioty przed harcówką. hmmm… ludzie się na nas gapią, jakby namiotów nie widzieli. Dzień był męczący… dość szybko idziemy spać, w końcu kanapy są tylko dla nas. A jutro będzie pierwszy dzień prawdziwego obozu (oby!).

30

To stwierdziliśmy, że wyjedziemy wieczorem. Dokąd? To jeszcze będziemy ustalać. Cały dzień wolny! Tylko Gosia się źle czuje i zostaje, szkoda, że nie skorzysta z wolnego dnia. My z Elizą poszłyśmy do centrum i na plażę… El musiała wracać na wartę, my spotkałyśmy się ze Svenem i Marinem… MAM o tym nie pisać? Ogólnie obóz miał czas wolny, więc nie wiem, co kto robił, więc opisuję, co my robiłyśmy, ale od razu jak znalazłam się na mieście wiedziałam, że jest dużo lepiej niż na poprzednim FREE. Po powrocie robiliśmy spaghetti i Sven z Marinem przyszli się pożegnać. Gosia nadal źle się czuła :(… no i nagle jakoś się ciemno zrobiło i nastała noc… no dobra wieczór i stanęło przed nami nagle wielkie dziwne coś, co wygląda jak…”?” Nie wiedzieliśmy, CZY jechać, ani GDZIE jechać. Dostępne opcje:

PLITVICKIE JEZERA dziś/jutro

WYSPA jutro

VELEBIT jutro

trwała ostra konwersacja…

Zdążamy jeszcze na busa przez…

10 minut do wyjścia

…nie, jedźmy jutro

5 minut

nie rozdziebujmy się

1 minuta

okej! Spróbujmy dzisiaj!

Biegniemy z plecakami do centrum, Gosia zostaje, idzie do lekarza, ma ew. Jutro do nas dojechać. Wsiadamy do busa… uff… TO NIE TEN BUS! Wysia… ale uprzejmy pan kierowca spuścił nam cenę z 99 kun na 70 🙂

— noc w busie – zimno – buna – sleep —

31.07.07

3-4 rano

Wysiadamy w nie wiadomo czym… (PLITVICKIE JEZERA) jest zimno, mokro. Czekamy na przystanku na wynik zwiadu. Po chwili idziemy kawałek w las i rozbijamy się na leśnej dróżce. Śpimy.

Rano pobudka, śniadanie, pakujemy się i zwijamy namioty w trybie natychmiastowym. Idziemy zwiedzać park – tłumy! Prawie… próbowaliśmy zrobić przekręt z plecakami, że niby połowa nie ma bagażu, a połowa na dużo, oj, ale uprzejmy pan zdążył nas policzyć, hmm… a mówią, że Polak potrafi… już PRAWIE płaciliśmy mniej. No nic, cały dzień mija na zwiedzaniu, potem robieniu obiadu, powitaniu Gosi i Krzaka, którzy szczęśliwie do nas dołączają i spaniu…

1.08.07r

DZIŚ 1! Pobudka koszmarnie rano… o wschodzie musimy być w mundurach na punkcie widokowym, z którego widać wchód. Dziś odnawiamy przyrzeczenie. Wracamy i z powrotem: góra, dół, góra, dół. O 6 z minutami jest autobus do Karloraca, gdzie jesteśmy… nie wiadomo o której, bo wszyscy przespali podróż, ale jest chyba rano! MIEJSCOWI NAS OTOCZYLI, panikujemy i uciekamy na właściwy dworzec, tam spędzamy czas na myciu się… niektórzy dzielą się na grupy i szukają jedzenia(!), transportu, pilnują plecaków. Mamy wybór: jasenak/Fužine. Niestety w świetnym państwie CROATIA nie da się podróżować w poprzek i w ogóle ułatwia nam to wybór, że nie jeździ nic do jasenaka, to jedziemy do Fužine. SZYBKO dotarliśmy. 14-15 strzelam Sara + Krzak, Karolina + Kazik, Onufry + David. Wyruszamy szukać miejsc, po paru godzinach wesołe wnioski, my (ja i Krzak) znaleźliśmy tylko jedno z 2 jezior, Kazik znalazł ciemny bury las, a Onufry „coś” bliżej nieokreślonego. Więc głosujemy. NASZ taras w andoluzji odpadł od razy! 🙂 Wygrał Onufry, ale coś wszyscy narzekają, więc głosujemy drugi raz. WYGRAŁ KAZIK. Idziemy, idziemy x1000, strumyk, ładne miejsce. Kazik jak ZAWSZE ściemnia… – Jak to mówi Grażyna. Już się ściemnia… jemy i idziemy spać…

02.08.07

Dziś na warcie zostaje Onufry i Grażyna + Eliza, która źle się czuje. Wycieczkę w pobliskie góry prowadzi Kazik. Po paru godzinach przedzierania się przez lasy, strumyk, pola – sms, który odebrała warta powinien wszystko wyjaśnić: „Wydaje mi się, że będziemy za jakąś godzinę… Mapa suxxx”. Wracamy po zachodzie słońca. Cel -> jakiś tam szczyt nie został osiągnięty. ZGADNIJCIE CO na obiad? SOJA… ŁAŁ… więc jak zawsze. Obiad -> spać

03.08.07r

Fužine –> przyszedł miły pan Chorwat z dwururką, Gosia JAKOŚ się z nim dogadała, czyli – on zaakceptował nasz pobyt przy strumyku, a Gosia informacje o pobycie na naszym terenie, dodatkowych… lokatorów. Toż to… NIEDŹWIEDZIE!!! Mamusia i dwa małe 🙂

Później jednak, gdy powróciliśmy do normalnego życia = reszta podobozu (część męska) powróciła z gór, przybył kolejny pan z dwururką.

Podobieństwa:

PAN I PAN II

dwururka dwururka

Różnice:

PAN I PAN II

dobry b. zły

Pan „kolejny” rozpoczął konwersację krzykami na cały las: „YOU NO MUST CAMP HERE!!!” x100. Zważając na broń, którą dzierżył w dłoni i kategoryczną niechęć do pertraktacji Onufry ogłosić alarm ewakuacyjny. W godzinę uwinęliśmy się ze wszystkim i wyrusztliśmy w drogę. W nieznane. Idziemy, idziemy, idziemy, idziemy, idziemy i nagle z otchłani ciemności wynurza się… ognisko i ludzie, którzy nam machają. Hmm… czyżby to Niemcy, których spotkałyśmy w markecie kupujących niewiarygodne ilości piwa? Stwierdziłyśmy, że tak. Skoro oni śpią tutaj i skoro są skautami, to warto by ich zagadać. Grażyna pobiegła do nich zapytać sie o ceny stanicy Marjana, a oni zaproponowali nam nocleg u siebie – to miłe 🙂 zanim przegłosowaliśmy, że nie jedziemy do Istrii, zanim przegłosowaliśmy nocleg u Niemców… okazało się, że trzeba sprawdzić jeszcze ceny, jakie oferuje stanica skautowa. Wydelegowane zostały osoby -> Gosia, Grażyna i Onufry. Poszli na zwiad, a my po ciemku, przy szosie zabieramy się za kucharzenie – co z tego wyszło? Nic, bo zaczęło padać i uciekliśmy (głosy były 3 na 3) do Niemców zostawiając po drodze gitarę z kasą obozu w pokrowcu w krzakach, na szczęście jednak godziny później, gdy odpowiedni osobnicy się zorientowali tkwiła tam nadal.

Delegacja wróciła, to sprawka stopa, który ich złapał 🙂 a my poznaliśmy Paula i opowiedziałyśmy mu o niedźwiedziach itp. Niemcy poczęstowali nas swoim obiadem, wodą, miejscem do noclegu (taki dom bez ścian) i ogniskiem. Smażenie soi zajęło nam sporo czasu – do ok. 00:00, idealna pora na obiad. Poczęstowaliśmy ich SOJĄ, bo nie wiedzieli, co to jest i jak smakuje, a my wisieliśmy im sporo przysług. Smakowało im i tak rozpoczęła się integracja – nocha. Oni śpiewali swoje piosenki – naprawdę bardzo bardzo ładnie i ładne. Potem my im swoje, co ich niezwykle zachwyciło i zapragnęli wymienić się mailami w celu wymienienia się piosenkami. Dzięki panu z dwururką poznaliśmy nowych (to jednak nie byli ci z marketu 🙂 piwosze bazowali na/w stanicy skautowej) wspaniałych ludzi i możemy mieć z nimi jeszcze kiedyś przyjemność – byli otwarci na wspólne wyjazdy 🙂 więc może jak już uda się z Chorwatami… to zaprosimy również Niemców? Miejmy nadzieję i wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę:

Na celowniku -> Senj.

04.08.07r

Dzisiejszy dzień w rozjazdach… Pobudka o 9… Niemcy już wyjeżdżają. Powolne śniadanie i go na stację. Na stacji szybkie mycie i pociąg do Rijeki. Jeee! Wreszcie ciepło i palmy są. Na dworcu zrzutka i znów podział na grupy. Napełnić benzynę, jedzenie, bilety. Potem jedzonko i głosowanie, co z Istrią trwało chyba z godzinę. No i Istria przegrała :/. W ZAMIAN jedziemy do Senji. Ale mamy jeszcze dużo czasu, więc mamy czas wolny. Juhu! Potem… ŁAŁ, ALE WYPAS. Okazało się, że prysznice są za darmo, więc się umyliśmy. Znaczy tylko dziewczyny zdążyły. 😛 Potem ok. 20:45 autobus do Senji. W Senji szukanie miejsca na nocleg. Najpierw rozkładamy się w parku i robimy obiad, potem przenosimy się na wzgórze w okolice twierdzy. Jest świetnie! Ciepła noc i widok na morze… ustalamy warty i idziemy spać.

05.08

Całonosna warty w pół-śnie… przynajmniej u mnie… wydaje mi się, że u innych też…potem czas wolny + kościół i zmienne warty… na czasie wolnym wszyscy spotkali się… oczywiście NA PLAŻY, gdzie prysznic był… PŁATNY :O <- japa. (na szczęście obok był wucet).

16.00-> drugie śniadanie i cały dzień to zmiennie czas wolny/warta, więc każdy ma własne wrażenia, a teraz robimy obiad i zaraz mają być zajęcia programowe. Miejscówkę mamy śliczną! Zbocze górki, na której stoi twierdza z widokiem na morze, góry i piękny zachód słońca!!!

Dziś/Jutro o 5 wyjeżdżamy już w VELEBIT… szkoda… Senj to ładne miasteczko i festyn wczoraj mieli.

06.08.07r

5 rano! Zabójcza godzina i jeszcze ciemno. Pakujemy się i na dół na dworzec. Tak się złożyło, że koło dworca jest piekarnia i akurat otwierali i była świeża dostawa… UDAŁO się namówić Krzaka, żeby kupić świeży chleb i bułeczkę dla każdego. Jemy szczęśliwi i czekamy, czekamy, czekamy i NIC… blabla i przyjechał w końcu bus i pan „tak tak Zawidżan”, to wsiedliśmy, a się okazało, że NIE. Tylko do Krasnoi. No ale jedziemy. I były znaki „zakręty przez 3000m”, więc po wysiadce połowa osób prawie rzygała… bleee, ale trzeba było wziąć się za siebie i iść dalej… szlakiem… z PLECAKAMI. No tragedia! Po 4 godzinach doszliśmy do pagórka z którego było widać jedynie: z tyłu szlak, po bokach las, a z przodu NIC + bagienko (na mapie to miało być jezioro) + NIC + 3 sosenki na krzyż. Hmmm… chodzimy do cienia… to pod te sosenki. I spać, a niektórzy poszli szukać innej TROCHĘ BARDZIEJ PITNEJ wody… no i śpimy i konie przyszły i w ogóle full wypas. Ale trzeba się zwijać, bo zachodzi słońce, a zwiad już wrócił i powiedział, że jest miejsce do spania z wodą. To poszliśmy. Nie wiem, czym to jezioro się różniło od tamtego… SYFiaste siut i w ogóle jakaś kupa, ale już się ciemno robiło, to poszliśmy po chrust, ktoś rozstawił namioty, zrobiliśmy obiad i spać.

PS. Zagadka dnia… Zgadnijcie: co było na obiad! :O

07.08.07r

Konie nas budziły w nocy! Szok! Aaa myślałam, że nas zjedzą! 😀

08.08.07r

09.08.07r

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.