Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_fetch_array() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 25

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45
Rajd styczniowy – 27-28.01.2007 – 151 WDW "A co może pójść źle?"

Wrz 14

Rajd styczniowy – 27-28.01.2007

Sobota, 27 stycznia 2007

Dla części z nas, w której skład wchodzili Kasia, Mira i Krzak rajd zaczął się już o godzinie 5:40, kiedy to wreszcie Krzak dotarł do miejsca, z którego wyżej wymieniona trójka miała wyruszyć w kierunku dworca. Czasu nie było zbyt wiele, więc dość szybko kierowaliśmy się na dworzec Warszawa Zachodnia. Bilety mieliśmy już ze sobą, jedynym, co mogliśmy zrobić w kierunku rozwalenia rajdu z tamtego miejsca, było nie znalezienie pociągu. Weszliśmy na losowy peron i okazało się, że jedzie stąd jakiś pociąg do Częstochowy, toteż stwierdziliśmy, że dalej nie szukamy. Faktycznie, pociąg za kilka minut podjechał, wsiedliśmy doń. W pociągu spaliśmy trochę, dowiadywaliśmy się, iż, ku naszej radości, Grażyna jedzie na rajd, a Krzak próbował spreparować jakąś gawędę. Druga fala rajdowa startowała około godziny 9:00 z tego samego dworca uprzednio otrzymawszy tajemniczą kopertę od tajemniczego blondyna imieniem Kazik. Sytuacja wyglądała w ten sposób, ponieważ pierwsza grupa rozkładała grę, w którą grała grupa druga. Rekonesans dotarł do Częstochowy około godziny 9:00, następnie udaliśmy się do domu rekolekcyjnego, w którym mieliśmy nocować. Siostra przyjęła nas bardzo ciepło, chłopcy otrzymali nawet świeżo malowany pokój. Ze sporym opóźnieniem rozpoczęliśmy rozstawianie gry. Szło dość mozolnie i stwierdziliśmy w okolicach informacji turystycznej, że trzeba się rozdzielić. Kasia z Mirą zwiedzały wschodnią część miasta, a Krzak poszedł poszukać cmentarza. Po rozłożeniu wszystkiego udaliśmy się do kawiarni celem ogrzania się i wypicia czegoś. Posiedzieliśmy tu póki obsługa nie zaczęła się na nas krzywo patrzeć i następnie skierowaliśmy się na dworzec, aby zakupić bilety powrotne. Na koniec wyczailiśmy doskonały punkt obserwacyjny w KFC na środku miasta. Około godziny 18:00 spotkaliśmy się z główną falą rajdową i poszliśmy coś przekąsić w miejscowej pizzerii. Onufry zbajerował panią ekspedientkę i załatwił, żeby dołożyć do pizzy świeczki typu tealight, co było niezbędne, aby prawidłowo celebrować urodziny Grażyny i Kasi w tym lokalu. Grażyna otrzymała od drużyny śpiewnik, natomiast Kasia kalendarz. Najedzeni, udaliśmy się do domu rekolekcyjnego, rozpakowaliśmy się i zorganizowaliśmy małe podsumowanie gry, następnie Krzak zamęczał drużynę swoją gawędą o Ché Guevarze. Na szczęście gawęda nie była nazbyt długa i był jeszcze czas pośpiewać i pogadać jak już dowiedzieliśmy się od pewnego pana, że darcie mordy o 23:00 jest niekulturalne. Spać poszliśmy o różnych porach, najbardziej wytrwali trzymali się gdzieś do 2:00.

Niedziela, 28 stycznia 2007

Dzień zaczął się dość wcześnie, bo już koło 7:00. Nasza motywacja była taka, że planowaliśmy zdążyć na mszę w języku łacińskim, która to była odprawiana o godzinie 8:00. Udało nam się na tyle mozolnie zbierać, że poszliśmy na mszę o godzinie 9:00, po polsku. Po kościele skierowaliśmy się do parku miejskiego, w którym odpaliliśmy całą gamę zabaw na śniegu, do których należały między innymi przewracanie Drapaka, wkładanie Drapakowi śniegu pod czapkę, lepienie bałwana z Kasi, zdobywanie fortecy i góry, zrzucanie śniegu na Grażynę, deadmatch ze śniegiem. Gosia w obliczu wyżej wymienionych zagrożeń udała się na zwiedzanie miasta i nie partycypowała we wspomnianych formach aktywności. Przemoczeni wróciliśmy do domu rekolekcyjnego, gdzie zorganizowaliśmy śpiewanki połączone z dyskusją na temat bieżących spraw drużyny. Nie później niż o 15:30 opuściliśmy nasze schronienie i postanowiliśmy zdobyć jakieś pożywnie. Odbiliśmy się od cennika w restauracji z naleśnikami, a nasz tor lotu znalazł swój koniec w KFC, którego używaliśmy jako punktu obserwacyjnego w dniu wczorajszym. Kasia i Mira zdążyły przygotować krótką grę, którą po obiedzie uskutecznialiśmy. Onufry z Grażyną mieli znieść coś na wzór sanek, Krzak z Drapakiem mieli ich śledzić, a Gosia z Izką zrobić kilka zdjęć. Krzak z Drapakiem nie odnieśli sukcesu, Grażyna i Onufry skombinowali hełm radzieckiego kosmonauty, przynajmniej tak to wyglądało. Ów przedmiot ma ciekawe właściwości, gdyż założenie go na głowę natychmiast zwraca uwagę wszystkich ludzi wokół ciebie, co więcej ludzie zaczynają się odsuwać na bezpieczną odległość, co mieliśmy okazję zaobserwować na dworcu kolejowym. Pociąg podjechał z niewielkim opóźnieniem, a w wyniku brawurowej akcji Drapaka mieliśmy w owym pociągu cały przedział dla siebie. Jechała z nami dodatkowo Kasia, koleżanka Gosi, którą spotkaliśmy na dworcu. Podróż upłynęła na podsumowaniu zadań indywidualnych i paru piosenkach. Udało nam się przekonać większość składu, żeby nie mieli żalu do Stalina, powszechnie znanym faktem stała się również informacja, iż Galia jest podzielona na trzy części. W Warszawie byliśmy w okolicach godziny 22:00.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.