Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 21

Warning: mysql_fetch_array() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 25

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 39

Warning: mysql_query(): No such file or directory in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45

Warning: mysql_query(): A link to the server could not be established in /home/gbinka/public_html/151/151/151/wp-content/plugins/html-templates/htmlTemplates.php on line 45
Kalnica – 14-18.06.2006 – 151 WDW "A co może pójść źle?"

Wrz 14

Kalnica – 14-18.06.2006

Miejsce: Kalnica pod Smerekiem, zadziwiająco pewnie były to Bieszczady

Czas trwania: 14-18 czerwca 2006 roku

Liczba uczestników: 6-7os.; Kazik, Krzak, Drapak, Waleśka, Mira, Kasia, Onufry (ale tylko jeden dzień)

Organizatorzy: Kazik, Krzak, Kasia

Ilość wycieczek: 3

14 i 15 czerwca

DSC_2021.jpg

DSC_2021.jpg

Naszą podróż rozpoczęliśmy na dworcu zachodnim – w zatłoczonym autobusie do Sanoka. Tak naprawdę bez kupowania biletów wcześniej efekt byłby ten sam, bo nikt się nie przejmował tym że autobus ma ograniczoną ilość miejsc. W ciągu nocy przejechaliśmy około 400km z dwoma postojami po drodze. W Sanoku byliśmy o wczesnej rannej godzinie (coś koło 7-8, nie pamiętam dokładnie). Mieliśmy szczęście, gdyż właśnie jakiś kierowca busa poszukiwał dla siebie pasażerów. Nie daliśmy mu długo czekać. I w ten sposób dotarliśmy do celu chwilę przed 9. Kalnica jest niewielką wsią (teraz, przed wojną była wielkości takich miasteczek jak Cisna czy Wetlina), przy czym znaczna część znajduje się wzdłuż rzeki Wetlinki. Na pagórkach, niegdyś zabudowanych, teraz powstają coraz to nowe domki letniskowe. Na około praktycznie same góry, od zachodu niewielkie, wysokości 600-800m(Czernina, Krzemienna), na południe natomiast roztacza się widok na wyższe bieszczadzkie szczyty; Połoninę Wetlińską i Rawki. Zamieszkaliśmy w domu Kasi, wystarczająco dużym żebyśmy się w nim wszyscy zmieścili. Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy zajrzeć do Wetliny, gdzie znajduje się najbliższy kościół (nasze zainteresowanie kościołem tego dnia wynikło zapewne z tego że było to Boże Ciało). Na mszę nie trafiliśmy, więc poszliśmy w góry. Konkretniej na Jasło, czerwonym szlakiem. Albo raczej taki był nasz plan. Mieliśmy dobre chęci, pogoda była niczego sobie (tylko rano trochę padało), tylko że mieliśmy za mało… wody. Bo kto by pomyślał że w czerwcu, w takich deszczowych górach jakimi są Bieszczady, nie będzie żadnych potoczków czy małych strumyczków. Jedyne co udało nam się znaleźć to „woda” stojąca(wiedzą coś o tym Kazik i Kasia). Przy czym więcej w niej było wszystkiego innego tylko nie wody. Bez sensu było pchanie się dalej w góry, więc zaczęliśmy wracać (oczywiście inną drogą). I w ten sposób znaleźliśmy się w Smereku, pół godziny drogi do domu…

16 i 17 czerwca

DSC_2054.jpg

śpiewanki

Trochę (ale nie bardzo!) zmęczeni, a jednocześnie ciągle chętni na wycieczkę, poszliśmy w góry! Tym razem na Rawki (Mała Rawka-1272m, Wielka Rawka-1307m) z Przełęczy Wyżniańskiej, zielonym szlakiem. Podejście na Rawki zajmuje 2 godziny, ale jest bardzo ostre, co odczuliśmy, całe szczęście już po wejściu na górę. Ze szczytu mogliśmy podziwiać prawie całe Bieszczady; obydwie połoniny, gniazdo Tarnicy, a także góry za granicami naszego państwa, m.in. Gorgany na Ukrainie. Po zjedzeniu jednej czy dwóch czekolad pobiegliśmy (dosłownie) dalej; Działem w dół (zielony szlak) aż do Wetliny. Cała trasa zajęła nam czas do 16. Zjedliśmy obiad, ale chcieliśmy jeszcze gdzieś pójść… chodzenie nocą jest najfajniejsze, a zatem na co czekać? Koło 22-23 wyruszyliśmy na połoninę Wetlińską. Na wschód słońca (no i przy okazji kawałek nocy). Ponieważ tego dnia byliśmy już w górach, a nasze siły nie są do końca niewyczerpane, wybraliśmy lżejszą wersję drogi. Znów odwiedziliśmy Wetlinę, albo raczej Stare Sioło i skręciliśmy w lewo, na żółty szlak, prowadzący na przełęcz M. Orłowicza. Szliśmy coś około 2 godzin. I warto było! Niebo zupełnie się rozpogodziło, mogliśmy obserwować wszystkie konstelacje(nie będę opisywać, bo po pierwsze się nie da, a po drugie to trzeba zobaczyć a nie o tym czytać). Było rześko, więc ruszyliśmy w kierunku Chatki Puchatka (schronisko) i polegliśmy 15min przed nim w trawie. Oczywiście czekaliśmy na wschód słońca! Czekaliśmy, a właściwie to spaliśmy… jedna tylko Mira, biegała od schroniska do nas i dziwiła się jak możemy być śpiący. Kiedy zrobiło się tak zimno że spać już się nie dało, a słońce już się pojawiło, postanowiliśmy jednak zacząć schodzić na dół, do Berehów Górnych. I tak też zrobiliśmy. Stamtąd zadzwoniliśmy po busa, i w przeciągu pół godziny znaleźliśmy się pod sklepem w Kalnicy. A tam… spotkaliśmy naszego drużynowego(tak, o Onufrym mowa;)), który właśnie wychodził ze sklepu (to nie tak że nie wiedzieliśmy że przyjedzie, tylko było to dość nieoczekiwane spotkanie). I teraz już w komplecie mogliśmy pójść odpocząć.

Nie mieliśmy za dużo siły na kolejną wyprawę tego dnia, więc poszliśmy tylko na nieduży spacer nad rzekę (nikogo nie zdziwi jak powiem że wróciliśmy cali mokrzy). Wieczorem podsumowaliśmy nasz wyjazd i słuchaliśmy gawędy Krzaka o historii bieszczadzkiej ludności (która była miejscami przerywana przez osoby postronne i jestem z tego bardzo niezadowolona).

18 i 19 czerwca

Niestety ale dzień wyjazdu… rano zebraliśmy się, wsiedliśmy w bus do Wetliny (niedziela-kościół). Po mszy, dalsza podróż, do Sanoka i śniadanie złożone głównie z bananów. Naszym celem był autobus Sanok-Warszawa, z tym że nie przewidzieliśmy że być może nie tylko my będziemy chcieli nim wrócić. Wrzuciliśmy zatem Onufrego do tego autobusu (ponieważ źle się czuł, i chciał się dość szybko znaleźć w domu), a sami pojechaliśmy do Zagórza, żeby wieczorem wsiąść w pociąg do Warszawy. I tak też się stało. Przez cały dzień leniuchowaliśmy na jakimś boisku, jedząc lody, czytając i robiąc wszystko a właściwie to nic. Pociąg jechał całą noc, w Warszawie był koło godziny 6 nad ranem. Nie powiem że się wyspaliśmy, bo w pociągu nie da się wyspać. Albo inaczej; kto spał ten spał i tyle.

Ogólnie rajd był fajny, a w każdym razie mi się podobałJ No i mam nadzieję że pozostałym również!

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.